>
2007-04-28 13:28:04 >> ....::: Od Siebie :::...
Urodził Się, Czy Też Powstał W Nicości… Tam Dorastał I Słuchał Słów, Które Dochodziły Do Niego… Nie Wiedział Skąd? Nie Wiedział, Dlaczego?... Starał Się Zrozumieć Treść I Przesłanie… Wiedział Ze Coś Za Tym Musi Się Kryć, Nie Pomylił Się… Słowa Mówiły O Dorych Jak I O Złych Rzeczach Opowiadały Mu Historie Istot, Które Miał Poznać W Przyszłości… „To Przygotowanie” Pomyślał… Tak, Tym Razem Też Miał Rację… Czekał Tam I Słuchał… Aż W Pewnej Chwili Jego Plecy Przeszył Przerażający Ból… Wtedy Usłyszał „To Ból Istnienia”… Padł Na Kolana Powoli Osuwając Się Z Nich Zwrócił Głowę Ku Swym Plecom, Wtedy Krew Zalała Mu Oczy Jak By Nie Chciała Mu Ukazać Tego, Co Sprawia Mu Taki Okropny Ból… Padł Z Wycieńczenia A Jego Oczy Zamknęły Się, Ciało Zaczęło Się Zmieniać…, Kiedy Wszystko Dobiegło Końca Leżał W Kałuży Krwi A Słowa, Które Wtedy Słyszał Kazały Mu Wstać… „Wstań, Twój Czas Nadszedł ” On Powoli Rozchylając Powieki Dostrzegł Białe, Lśniące, Oślepiające Światło… Wtedy W Jego Głowie Zrodziła Się Myśl „ Ból Istnienia ”… Wyprostował Ręce, Powoli Stawał Na Nogi… A Krew Ściekała Z Jego Szyi, Wtedy Drugi Raz Odwrócił Wzrok Patrząc Na Swe Plecy Nie Dowierzał Temu, Co Widzi… Oczom Jego Ukazały Dwa Lśniące, Nieskazitelne, I Jak Że Ogromne Skrzydła… Wtedy Usłyszał Głos, „ Kiedy Trzecia Słona Kropla Uleci, Odwiedzi Cię On By Pokazać Ci Świat Marzeń”… Jego Cało Zrobiło Się Lekkie, Kiedy Skrzydła Unosiły Się I Opadały Resztki Krwi Zostały Zrzucone… A On Wpadł Prosto W Biały Tunel… Stracił Przytomność … Z Chwilą, Kiedy Poczuł Dotyk Na Swej Twarzy, W Jego Głowie Zaczęło Roić Się Od Słów, Które Słyszał W Młodości… Otworzył Oczy, Zobaczył Istotę, Która Delikatnie I Z Dużą Ostrożnością Opatruje Jego Rany… Zerwał Się Ku Górze…, „ Co Ja Tu Robie? Kim Jesteś? „ Młoda Istotka Odpowiedziała „ Twoje Rany Jeszcze Świeże Musiałeś Spaść Z Tego Wzgórza, Jestem Nadia, „ Po Czym Usłyszał Głos „ To Będzie Twój Cel” Spojrzał Na Nadię Z Wyrazem Podzięki Na Twarzy… Istotka Pochwyciła Jego Rękę Mówiąc, „ Choć Pójdziemy Do Domu ” „Dom?” I Znów Słowa I Myśli Przeplatały Się W Jego Głowie… „ Dom Miejsce, W Którym Mieszkam A Ty Gdzie Mieszkasz? „ Nie Potrafił Jej Odpowiedzieć… Idąc W Milczeniu Myślał „ Przecież Ja Jestem Inny, A Czy Nie Zauważyła Mych Skrzydeł? „ Odwrócił Wzrok Po Raz Trzeci, Lecz Nic Nie Dojrzał…, „ Co Się Z Nimi Stało? „… Nagle Głoś Istotki Zburzył Jego Rozmyślenia „ Jesteśmy ” Otworzyła Drzwi Swego Domu, Usłyszał Wtedy Ze W Domu Istot Jest Więcej Zaniepokoił Się, Lecz Wszedł Za Nią Domykając Drzwi… Istota Kazała Mu Się Położyć Na Łóżku… Wtedy Weszła Do Pomieszczenia Druga Istota Większa I Starsza, Na Jej Twarzy Malował Się Smutek, I Ból… Wtedy Zapytał, „ Kim Jesteś I Dlaczego Smutek Na Twej Twarzy Tak Widoczny?” Usłyszał W Odpowiedzi „ Jestem Mamą Nadii Nazywam Się Sun, Smutek Mój Jest Wywołany Troską O Mojego Męża Kantiego, Jest Chory A Nikt Nie Potrafi Mu Pomóc, Czekamy Na Cud…, Lecz On Raczej Się Nie Zdarzy”… Mówiąc To Z Jej Oczu Wydobyła Się Kropla I Spłynęła Po Policzku… „ A Ty, Kim Jesteś?” Mieszany, Patrzył Na Dwie Istoty I Nie Potrafił Odpowiedzieć Sobie Na To Pytanie… „ Nie Pamiętam ” Odpowiedział… Nadia Wtrącając Się Do Rozmowy „ Znalazłam Go Pod Wzgórzem, Chyba Spadł Z Urwiska” Wtedy Mama Nadii Wtrąciła „ Odpoczywaj Chłopcze, Odpoczywaj” Jego Oczy Zamknęły Się… Obudził Go Zapach Jakiejś Potrawy, Słowa W Jego Głowie Zaczęły Się Układać, Poznał Ze Istoty, O Których Tyle Słyszał To Ludzie… Jedzą, Śpią, Pracują, Chorują, Są Szczęśliwi I Nieszczęśliwi, Czują I Troszczą Się O Siebie… Otworzył Oczy, Przed Nim Stała Już San Kładąc Zupę Na Drewnianym Taboreciku Obok Łóżka.. „ Jedz Młodzieńcze Potrzebujesz Dużo Siły ”… Spytał O Kantiego Usłyszał Tylko „ Jeszcze Śpi ”… Wtedy Usiadł Na Łóżku, I Jadł…, Ale Coś W Jego Głowie Kazało Mu Iść Do Pokoju, W Którym Leżał Kanti… Odstawił Talerz I Poszedł Zobaczyć, Co Z Nim… Zobaczył Starszego Mężczyznę Leżącego W Łożu I Sun, Która Przystawia Ucho Do Jego Ust By Usłyszeć Jego Słowa… Podszedł I Powiedział „ Ty, Który Cierpieniu Patrzysz Prosto W Oczy Będziesz Wywyższony W Krainie Wiecznej Chwały, Nie Bój Się… Śmierć Przychodzi By Skończyć Cierpienie A Ja Jestem Tutaj By Pomóc Ci Się Do Tego Przygotować ” Mówiąc To Patrzył Na Starszego Chorego Człowieka A Sun Nie Dowierzała Słowom Młodego Przybysza… On Jednak Stał Z Poważną Miną… Patrzył Na Sun I Wtedy Usłyszał Jej Myśli „ Nie Przybyłeś To Przecież Żeby Nam Go Odebrać ” Odpowiedział Na Jej Myśli „ Twój Mąż Potrzebuje Spokoju I Kresu Bólu… Ja Jestem Tu By Przygotować Go Do Lepszego Życia, A Ty Jesteś Tu, Bo Go Kochasz… Śmierć Jest Dla Wszystkich Równa, Ale Nie Można Patrzyć Na Nią Jak Na Kogoś Złego… Przychodzi I Odbiera Nam Bliskich, Lecz Ma W Tym Jakiś Cel… Wolisz By On Umierał Na Twoich Oczach A W Swoich Oczach Miał Bezradność I Strach… Proszę Cię Zostaw Nas Na Chwilę” Kobieta Wstała I Wyszła Z Pokoju… Po Paru Chwilach Owy Młodzieniec Wyszedł Z Pokoju Ze Spuszczoną Głową Mówiąc „ Idź Do Niego Trzymaj Go Za Rękę I Mów Do Niego By Nie Czół Się Sam…” Sun Wbiegła Do Pokoju, Kanti Patrzył Na Nią A W Jego Oczach Niemal Było Widać Słowa „ Dziękuję Ci Za To, Że Jesteś Przy Mnie, Kocham Cię…” Po Chwili Wydukał Ostatkami Sił „Zaopiekuj Się Nadią” Sun Patrzyła Na Męża, Który Zasnął Na Jej Oczach Z Radosnym Licem… Wtedy Wszedł On Powiedział Kobiecie By Się Nie Martwiła, Bo To Był Odważny Człowiek, A Zasnął Bezboleśnie Teraz Jest Już W Krainie, Z Której Będzie Na Was Patrzył Z Góry. Kobieta Uroniła Łzę I Powiedziała „Dziękuję Ci”, Po Czym Usiadła Przy Kantim I Pocałowała Go Ostatni Raz…
Wyszedł Z Pokoju Zamykając Drzwi Spojrzał Na Drzwi Wejściowe I Zobaczył Nadię, Która Patrzyła Na Niego Z Uśmiechem… „ Czujesz Się Już Lepiej? „ … „Tak”, … „Ale Musisz O Czymś Wiedzieć” Wziął Ją Na Ręce I Posadził Na Taboreciku „ Twój Ojciec Odszedł I Już Nie Czuje Cierpienia Powiedział, Że Będzie Przy Tobie Czuwał Z Góry ” Dziewczynka Posmutniała Wtuliła Się W Jego Ramię I Zapłakała… „ Tam Będzie Mu Lepiej Nie Martw Się Kiedyś Znów Go Zobaczysz ” Dziewczynka Uniosła Głowę Dotykając Załzawiony Policzkiem Jego Usta… Poczuł Słony Smak, Tych Łez… Stał Się Lekki Jak Wtedy, Gdy Skrzydła Jego Go Unosiły Zamkną Oczy, Zrobiło Się Ciepło… A Gdy Je Otworzył Był Już Na Jakimś Pagórku W Kolo Pełno Kwiatów, I Zielonej Trawy… Na Jego Plecach Znów Pojawiły Się Białe, Piękne Skrzydła… Wzniósł Się Do Góry I Tak Latając Pośród Piękna Otaczającego Go Świata Nie Spodziewał Się Ze Słowa Wyroczni Będą Tak Bliskie… Wtedy Ukazał Mu Się Anioł… „ Pokażę Ci Piękno Tego Świata ” Powiedział…, Lecz On Odrzekł, Śmiejąc Mu Się Prosto W Twarz, „Co Ty Możesz Mi Pokazać Pięknego” Uzmysłowił Sobie, Że Ból Istnienia To On Sam, Został Zesłany Do Tamtego Świata By Dostrzec Go I Pomóc W Nim, Kantiemu, Który Cierpiał Za Życia A Jego Ból Potrzebował Ujścia, Zdał Też Sobie Sprawę, Że Taki Też Jest Jego Cel… „Pomagać Cierpiącym I Wspierać Jego Bliskich”, Lecz Czy Zawsze Śmierć Musi Przychodzić Po Tych, Którym Mam Pomóc, A Może Jestem Śmiercią? Wtedy Anioł Ze Spokojem Odrzekł… „ Wyrocznia Czeka Na Ciebie, Więc Chodź ”… Na Jego Twarzy Ukazała Się Boleść I Żal, Strach I Nienawiść…, … „Kiedy Dotarli Już, Miejsce Nie Różniło Się Od Tego, W Którym On Dorastał… Wtedy Usłyszał Głos „ Stworzyłem Cię Byś Niósł Pomoc Tym, Którym Można Pomoc I Ukojenie W Bólu Tym, Których Uratować Się Już Nie Da, Albowiem Ludzie Potrzebują Wsparcia, Więc Nieś Je Każdemu, Który Go Potrzebuje ”… „ Nie Jesteś Śmiercią Nie Sprawiasz Bólu Jesteś POCIECHĄ” … Wkrótce Otrzymasz Nowe Zadanie… Powiedział Anioł I Odszedł…





Na Zawsze Z Tobą Kochanie :*